Leroy Goldsmith był zawsze uważany za rasowego, czysto veteryjskiego dupka. Od jakiegoś czasu często widujesz go tu, w Tiglavve. Pojawia się, gdy ktokolwiek jest na skraju bankructwa i jak pijawka, fałszywy przyjaciel w potrzebie, łaskawie oferuje pieniądze pachnące kolsvikiem, jednocześnie nie wspominając, jaką sumę będzie dla siebie odliczał. Ilu ludzi w biedzie tak naciągnął, tylko bogowie wiedzą. Śmiałeś się z nich, ale teraz sam patrzysz na spisaną umowę Carter-Goldsmith i zastanawiasz się jak, gdzie i kiedy tą umowę podpisałeś, a co najważniejsze: co zrobiłeś z tymi pieniędzmi. Przyznaj się, że pod wpływem piwa imbirowego to ty raczej wtedy nie byłeś. Coś ci zaczyna świtać w głowie, aż wreszcie przypominasz sobie wieczór w Łysym Marynarzu i zębówkę. Tak, piłeś to cholerstwo, którego nazwa wzięła się od tego, że gdy pije się zębówkę, to po chwili siekacze latają po karczmie jak śnieg w grudniu. Odruchowo sprawdzasz, czy masz wszystkie zęby.
Wracając do tematu; papier jest i nie zniknie, a jedyne i zarazem wczorajsze zlecenie jest absurdalne i zupełnie nie trafia w twoje kwalifikacje, namawiając do łamania prawa miast i wplątania się w intrygę pachnącą ci polityką i dworem królewskim. Co zrobisz? Naprawdę potrzebujesz tych pieniędzy. I naprawdę nie masz się do kogo zwrócić. Czy przyjmiesz zlecenie? Wreszcie masz tylko zakraść się do tego domu, wypytać ludzi tu i tam, a wszystko zapisać na kartce. To jak będzie?





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz