Info

Informacje


NIEOBECNOŚCI BRAK
Mamy 490 rok Drugiego Milenium (1.490). Jesień rozległa się nad Aryntią, a ciepło jest tylko wspomnieniem minionego lata. Powiew z północy niesie smak chłodu i zimy, która nas czeka. Jeszcze przez dwa miesiące największy oddział Straży Pokoju będzie stacjonował w międzyświatach Gór Poszumistych.
Spis - grafik i poradników
Instrukcja, jak wstawić opowiadanie?
Wyzwania 2017
Recenzje Tiglavve
Złote myśli naszych autorów
Korektor pisowni LanguageTool
Nasz pokój do losowań
Na poprawę nastroju :)
Administracja
Infrea - whiteapple (H) | aedvaren@gmail.com
Ethan - ethan.mckot@gmail.com

Autorzy:
Infrea | Ethan | Farrel | Lucie

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Zamknij

niedziela, 31 grudnia 2017

Cykle: Gra umysłów. Życie wymazane





     Słońce już za chwilę miało się wydostać znad zielonkawej toni morza otaczającego półwysep. Obce miasto, miasto spokoju i miasto szczęścia. Miasto ludzi, ludzi wolnych i ludzi szczęśliwych. Miasto tiglavvskie, miasto północy. Miasto spokojne, miasto moje, miasto nieswoje, miasto obce.
     Czarna mewa przemknęła nad wzburzonymi falami, lawirując pomiędzy masami wody. Przez chwilę wydawała się lecieć niczym maszyna; unikała przeszkód precyzyjnie, patrząc tylko przed siebie. Ale nagle ożywiła się, wzbijając się do góry, wyżej i wyżej... Wreszcie rozpostarła skrzydła, szybując ku Bohrii. Sięgnąłem jej umysłu, twardo trzymając się z dala od centrum myśli. Nie chciałem jej przecież skrzywdzić.
     Proste, ale silne odczucia niemal zmusiły mnie do oparcia się o parapet. Nie miała żadnych zmartwień, czuła tylko wolność i szczęście, o wiele większe, niż odczuwają je ludzie. Każdą cząstką pochłaniała zapach morza, czuła ciepły wiatr, promienie wschodzącego słońca. Ciepło rozpierało jej serce, zdawało się, że nic piękniejszego dla niej nie istnieje. Szybowała, smakując bezgranicznej wolności, wolności darowanej od bogów. Zbliżyłem się i delikatnie musnąłem jej wspomnienia.
     Pamiętała każdy kierunek, znała drogę do gniazda, smak świeżego pokarmu, dachy miast. Patrząc jej oczyma, widziałem Astrum takim, jakim było na prawdę. Nieobjęta przestrzeń, ludzkie osady, miasta. Leciałem beztrosko, szybując wraz z wiatrem na południe. Nagle znany widok wstrząsnął mym ciałem, ptak czuł, że wraca do domu. Znał te drzewa, znał złociste dachy, znał sylwetki stojące na łodziach elfów. Znał Mystlę.
     Wycofałem się z jego beztroskiego umysłu i zrozumiałem, że się spóźniam. Na grę mojego życia, coś, czego oczekiwałem od zawsze. Od urodzenia widziałem siebie przekraczającego próg, by zmierzyć się z przeciwnikiem potęgą umysłu, najdoskonalszego tworu istot żywych. Nie panikowałem, wręcz byłem spokojny jak nigdy. Kolejna gra, gra życia. Gra Umysłów, szepnąłem, wchodząc do ośmiokątnej wieży.

***

    Paznokieć pozostawił po sobie jasny ślad na oparciu twardego krzesła. Podczas ostatniej gry siedziałam na miękkim fotelu, teraz fotel był zastąpiony przez stary, odrapany rupieć. Wyszli? Spojrzałam za siebie, zaciskając dłoń. Na widok pająka podciągającego się do góry po cienkiej nici., chciało mi się wymiotować. Zmora północy, te pająki. Zmrużyłam oczy, sięgając do pajęczego umysłu, który był jak kropla wody w porównaniu z moim; wielkim i żywym oceanem. Zgasiłam kulę światła otoczoną przez ciemność, Pająk upadł na zimną posadzkę, drgając spazmatycznie.
    Oczekiwanie tylko wzmacniało mój głód walki. A przecież to tylko chwila, zanim poczuję jego obecność. Albo jej. Chciałam wejść do szarego pokoju i zobaczyć przeciwnika, gdy będzie się bronił, uciekając przed moim atakiem. Nie wiedziałam, kto siedzi w sąsiedniej wieży, a blokada na ścianach nie pozwoliła mi przejąć kontroli nad nawet najmniejszym stworzeniem. Czekałam, wbijając wzrok w zamknięte okno na jednej z ośmiu ścian. Poryw wiatru poruszył jakimś cudem kurz na podłodze, okiennice zaskrzypiały. Przechyliłam głowę na bok, a wtedy świeca naprzeciwko zapłonęła zielonym płomieniem. Uśmiechnęłam się, biorąc głęboki wdech. Czas zacząć zabawę.
    Zamykając oczy, już widziałam drzwi. Moja myśl przybrała postać czarnego motyla, który przenika przez materię. Pofrunęłam do przodu, przechodząc przez mur. Instynkt podpowiadał mi, że zaraz ujrzę ciemną salę...
    Wpadłam do przestrzeni przepełnionej jasnością. Wszystkie prawa fizyki zawiodły, moje skrzydła już się nie poruszały. Nie czułam niczyjej obecności. Było tak... pusto. Jak gdyby w drugiej wieży nikt nie siedział, Czy to jakiś test, test moich umiejętności? Sprawdzian wytrwałości? Chciałam się wrócić, a wtedy zrozumiałam swój błąd. 
    Jego umysł był wszechobecny. 

***

    Dała się nabrać jak dziecko, którym zresztą była. Z pogardą wyobraziłem sobie rudą dziewczynę, ze złości zagryzającą wargę. Jej niepokój, jej agresja, jej chaos dawały o sobie znać, gdy tylko gra się zaczęła. Nawet nie zauważyła, gdy przejąłem kontrolę nad otoczeniem, osłaniając ją materią, która spowolniła ruchy. Taka w rzeczywistości nie istnieje, ale w naszym umyśle byliśmy władcami świata.
    Tkwiła tam przez chwilę, a jej niepokój wzrastał. Szarpała się jak schwytana w sieć pająka. Czułem, gdy udawana pewność siebie bije fałszywością i oszustwem. Skryła się za maską, lecz tutaj nie da się ukryć siebie. W grze umysłów jesteś sobą, a żadna sztuczka nie zmieni tego, kim jesteś. Nigdy nie uciekniesz przed rzeczywistością. Westchnąłem, ignorując jej starania. Wyobraziłem sobie jasny płomień, powolnie zbliżający się do skrzydeł czarnego motyla. Spanikowała, a wtedy popełniła kolejny błąd. Odsłoniła bariery wokół swojego umysłu. Wśliznąłem się do środka, ale to było zbyt proste. Wpadłem w pułapkę, a dokładniej mówiąc — w labirynt, którego była architektem i panią.
    Pozwoliłem, by płomień zgasł i pojawiłem się w wysokim korytarzu w prawdziwej postaci. Laska leżąca tuż obok żarzyła się czerwonym światłem, a gdy ją uniosłem, zmieniła się w węża. Odrzuciłem zwierze przed siebie, natychmiast stosując zaklęcie, Gad rozsypał się w szklane kuleczki, staczające się w lewo. Czyżby błąd? Podążyłem za nimi, nie oglądając się za siebie. Tworzenie iluzji za plecami to był klasyczny chwyt, który miał zdezorientować i przestraszyć przeciwnika. Zamiast tego popchnąłem gładką ścianę w bok, odsłaniając właściwe przejście. Zapisałem na powierzchni znak chroniący je przed zamknięciem. Nie wiedziałem wtedy, że będzie działać aż tak chaotycznie i wolałem zapewnić sobie drogę powrotną.
    Nagle wszystko straciło kształt, obraz rozlał się, tworząc nowy korytarz. Nim wszystko się uspokoiło, zdążyłem musnąć jej obecność, chciałem odgadnąć plany. Ale czarodziejka nic nie planowała. Była chaosem.

***

     Wyprowadziłam go z równowagi? — zapytałam samą siebie, patrząc na labirynt z góry. Przeciwnik był małą postacią w gąszczu korytarzy, zakrętów i pułapek, których układ zmieniałam, gdy tylko zrobił najmniejszy krok. Ścianki przeskakiwały jak mechanizm w zegarze, podłoga zapadała się pod stopami. Dzielnie wspinał się po ścianach; gdy zmniejszałam grawitację, zwinnie odpychał się prostymi czarami do przodu. Jak meduza, unosił się w górę i obracał, szukając przejścia. Patrzyłam z zaciekawieniem, jak walczy z pułapką i wreszcie wyłącza mechanizm. Jego szaty w spowolnionym tempie podążały za nim, płaszcz ciągnął się jak suknia. Otworzyłam usta, by wreszcie doń przemówić, a wtedy wszystko się zatrzymało.
     Ściany modelu labiryntu rozpadły się jak puszek dmuchawca, szybując w bok. Postać maga obróciła się w pył, który zebrał się w kulę wprost przede mną, wirując i błyszcząc. Zbliżyłam palce do bryły, widząc jak materia odsuwa się od mojego dotyku.Zamachnęłam się, lecz kula jakby utkwiła w przestrzeni, twarda i perfekcyjnie gładka. Chciałam ją złapać; objąwszy ją obiema rękami szarpnęłam, ale nic się nie stało. Rusz się! — wydałam polecenie w myślach, kreśląc szybki znak. Mój ruch odbił się w szklanej powierzchni, własne oczy wbiły we mnie spojrzenie. Rusz się! — ponowiłam czar, bez skutku. Obecność maga zniknęła, tak jakby wycofał się z mojego umysłu.
     Ostatni raz zaatakowałam kulę, mając nadzieję, że to w niej ukrywa się przeciwnik. Z końca palców wystrzeliła krzywa błyskawica, kłując przedmiot. Ładunek odbił się i zanim się zasłoniłam, własne wyładowanie porządnie mnie szturchnęło.
— Przestań tchórzyć! — wyrwało mi się, gdy włosy na głowie podniosły się do góry, twarz mrowiła. Wtem kula zniknęła, nic nowego się nie pojawiło. Obejrzałam się wokół, a świat poruszył się pod stopami.
    Teraz to ja znajdowałam się w sali bez sufitu, stojąc twarzą w twarz z młodym elfem, który gestem odepchnął mnie w tył.

***

    Wszystko poszło gładko, łatwo  i bez problemów. Wreszcie staliśmy twarzą w twarz, patrząc na siebie wzajemnie. Była zdziwiona na mój widok tak jak ja, widząc nieopisane podobieństwo, Prawie jakby była siostrą bliźniaczką, śmiałe spojrzenie podobne do spojrzenia matki, lekko zadarty nosek, kanciaste rysy twarzy, trójkątny podbródek. I niebieskie oczy, patrzące zza jasnych kosmyków.
    Popchnąłem ją do tyłu jednym krótkim zaklęciem, składając prosty znak Canigeo. Nie zdążyła się osłonić i uderzyła plecami o nieistniejące podłoże na naszej arenie. Wyprostowałem się, unosząc głowę wyżej i tak jak nas uczono, podniosłem obie ręce, tworząc przepływ Energii. Dłonie same się poruszały w tył i przód, czekałem aż elfka się podniesie. Z czerwoną twarzą od złości gwałtownie zaczesała przeszkadzające włosy do tyłu i z totalnym brakiem stylu zamachnęła się, dziabiąc mnie silnym uderzeniem. Tarczę rozłożyłem w ostatnim momencie, czując, jak pocisk rozpływa się po niemal przeźroczystej powierzchni i umyka do podłoża. Zamachnęła się jeszcze raz, znów nie trafiając. Z minuty na minutę, osoba elfki zaczęła mnie niepokojąco ciekawić.
    Plan był ryzykowny, ale mógł się powieść. Przeczekałem grad ataków i uderzyłem myślą w zajęty umysł, pozwalając jej wejść do mojego. Powoli przemykałem się przez niewyraźne obrazy; radość, twarze przyjaciół; nauczyciele z Uniwersytetu, ludzie na ulicy, odbicie w lustrze, pusty talerz, piękna suknia zachód słońca upadłe liście zimno deszcz zło ść ci e  rp i e ni e     smu   tek    ż al      s tr    a     ch    bó         l .   .    .

***

    Wbiegłam umysłem do jego głowy tak szybko, jak tylko potrafiłam. Zajęty blokowaniem ataków, zapomniał o zabezpieczeniu wszystkich luk, które wręcz zachęcały, aby poszperać w żywych wspomnieniach zamkniętych w pomieszczeniach i dowiedzieć się czegoś ciekawego o elfie, który sprawiał odczucie niewyjaśnionej i niezwykłej bliskości. Jakbym znała go od zawsze, mieszkałam i z nim żyłam, nie potrafiłam określić dziwnego odczucia.
    Jego pamięć nie przypominała innych, w których miałam okazję grzebać. Stałam na środku długiego korytarza, którego dłuższa część ciągnęła się po lewej. Z drugiej strony co chwilę pojawiały się elementy ściany, budując najświeższe wspomnienia. Z małych kwadracików materializowała się szara powierzchnia, na niej niewielkie obrazy w drewnianych ramach, wiszące równo obok siebie.
    Przeszłam do przeszłości, patrząc na różne sceny z jego życia. Niektóre z obrazów były przysłonięte czarnym aksamitem zamienionym w kamień. Nie zdołałam go nawet poruszyć. Widocznie niektóre z nich były dobrze zabezpieczone przed odczytaniem przez intruza.
    Obrazy były przeróżne. jedne przedstawiały twarze obcych mi ludzi, inne otwarte ksiąg i widoki za oknem. Uspokoiłam się, czując jego rezygnację, ale potem uświadomiłam sobie, że wpuścił mnie tutaj z własnej woli, pokazując, co uważał za słuszne. Wiedziałam, że pilnuje mnie, stojąc gdzieś z tyłu, obserwując moje zachowanie. Nie potrafiłam zrozumieć jego motywów. Dotknęłam opuszkami palców każdego obrazu, przenosząc się razem z nim do przeszłości, patrząc jego oczyma na rozgrywające się na scenie wydarzenia z jego życia.
    Dźwięk jego imienia wywołał u mnie dziwne emocje; cały impuls przeszedł przeze mnie, gdy ktoś wypowiedział tak zwykłe, elfie imię. Allastir. Allastir Shadithas.

***

     Po chwili i ja zrozumiałem, że łączyła nas kiedyś swoista więź krwi. Więź, której nie da się oszukać, czy zaawansowaną magią, czy ludzką ręką. Takie przywiązanie, wrażenie, że znasz kogoś od dawna, choć nie pamiętasz waszego spotkania czy tej twarzy, zarazem znanej i obcej. Zmaterializowałem się obok elfki wpatrującej się w jeden z urywków mojego życia. Żywe wspomnienia zahipnotyzowały ją jak dziecko, które nie jest jeszcze w stanie oprzeć się działaniu magii. Tak, używanie na nich różnych iluzji było kiedyś zabawne. Szybko machnąłem dłonią przed kamienną twarzą w nadziei, że może się przebudzi. 
    Studiujemy magię tak długo po to, żeby nie móc nawet oprzeć się wspomnieniom? — szepnąłem półgłosem, dotykając elfkę delikatnie w jasne ramię, oczywiście posyłając jej przy okazji małe wyładowanie. Podskoczyła, szybko odsuwając się w tył. Uniosła brwi, wyraźnie zdziwiona moją osobą. Albo raczej ciekawa, jak to też wyglądam w rzeczywistości. Cała wrogość, cała zawiść i cały gniew wyparowały w tej samej chwili, gdy nasze spojrzenia się spotkały.

***

    Zastygłam na widok tej samej osoby, którą widywałam w snach. Każdego dnia, gdy kładłam głowę na poduszce, raz satynowej, raz lnianej, raz kamiennej; śniłam o dniach, które męski głos nazywał dawnymi dniami, zapomnianymi nawet przez niego. Widziałam sceny z dzieciństwa, które było mi obce, ale musiało do mnie należeć. I głos, przemawiający do mnie zawsze łagodnie i przyjaźnie. Dziecięce rymowanki, wierszyki, gry i zabawy, a wszystko było takie znane. 

Szukasz ty, szukam ja, zagmatwana ścieżka ta!
Szukam ja, szukasz ty, otrzyj swoje śmieszne łzy!

    Każdego dnia, gdy kładłam głowę na poduszce, raz satynowej, raz lnianej, raz kamiennej; żyłam zawsze inaczej, kierowałam dziewczynką, która była mną, dawno temu gdy jeszcze pamiętałam dom. Gdzie jest mój dom, gdzie jest rodzina, gdzie są rodzice?

Szukasz ty, szukam ja, zagmatwana ścieżka ta!
Szukam ja, szukasz ty, otrzyj swoje śmieszne łzy!

    Nie chciałam duplikować Gry, wejście do umysłu, znajdując się już w jednym raczej nie było zbyt rozsądnym czynem. Zaufałam mu, pochylając głowę, patrząc ukradkiem na jego reakcję. Odwzajemnił ukłon, podnosząc palec do swoich bladych ust.

***

    Podałem jej dłoń, bo już wiedziałem kim jest ona i kim jestem ja. Milczenie, gdy powinno się przemawiać było takie normalne dla magów, szczególnie znawców psyche, którzy mieli w sobie dar porozumiewania się nawet bez połączeń. Może i nie klasyfikuje się to jako umiejętność, ale gdy znasz już duszę i umysł istoty od każdej strony, nie potrzebujesz słów, by zrozumieć. A ci, którzy wydają osądy, nie poznając choćby części psyche, zawsze się mylą — głosił któryś z wielkich filozofów. Wymieniliśmy znacząco spojrzenia, cała chęć rywalizacji jakby nagle odeszła.
   Zgodnie, bez słów skierowaliśmy się w najciemniejszym kierunku — w przeszłość. Ominąłem znane obrazy teraźniejszości, wspomnienia sprzed kilku dni, tygodni, miesięcy... wszystko było zapisane, nawet nie byłem tego świadomy. Wyimaginowany korytarz stawał się coraz bardziej mroczny, posadzka popękała wzdłuż i wszerz, odpryski na ścianach musiały symbolizować zapomnienie. Rzeczywiście, dawno już nie myślałem o swoim dzieciństwie. Dlaczego? Przecież to najpiękniejszy ponoć okres w życiu człowieka. Idąc tym tropem szybko pojąłem, dlaczego.
   Ja nie pamiętałem swojego dzieciństwa.

***

    Zawsze myślałam, że przeszłość to szare obrazy, które gdzieś tam zalegają w tyle naszego umysłu. Niby są, ale jakieś takie martwe i nieżywe. Przeszłość jest jednak o wiele bardziej żywa, niż można sobie wyobrazić. Rozdarte płótna, podpalone malowidła, oblane farbą obrazy nie były jego dziełem, dziełem jego umysłu. To była interwencja z zewnątrz, tak amatorska i chaotyczna, że mogła doprowadzić do śmierci dziecka, którym był wtedy Allastir. Dlaczego ktoś mógłby o zrobić? - zapytałam go, nie wysilając się na otwarcie ust. Wzruszył ramionami, wciąż spokojny, ale widocznie wzruszony. Nigdy nie był w tak odległej przeszłości, to pewne.
    Korytarz pociemniał, wciąż nie pojawiły się żadne wspomnienia. Kompletną ciszę przerywało tylko skrzypienie szkła pod naszymi stopami. Zniszczenie, pustka, pustka i pustka. Życie wymazane siłą, życie zapomniane, życie utracone  - zacytował Raevena z Saeniru.
   Nie przeszliśmy nawet do najstarszych wspomnień, gdy wszystko się gwałtownie zatrzęsło, a podłoga poczęła wibrować, pisk metalu doprowadzał do szaleństwa nasze uszy. Zawróciliśmy, niemal łamiąc karki i zasłaniając uszy drżącymi rękoma. Mieliśmy wrażenie, że zaraz po walącym się korytarzu poniesie się niski i basowy głos mistrzów, którzy nadzorowali grę. Nie, głos był piskliwy i przerywający się, jakby przemawiał do nas rasowy osioł.
Zamknij się! — krzyknął Allastir, posłusznie jednak zamykając Grę. Jak z tego wybrniemy? Spojrzałam na elfa, tracąc cały animusz i odwagę. Wreszcie złamaliśmy zasady Gry.

***

      Przestrzeń wokół nas składała się w kształty, wzajemnie się pochłaniające i znikające w pustce. Nasza arena składała się w pojedynczą myśl. Koniec projekcji, młoda — wyjaśniłem elfce, patrząc, jak widziany obraz zakrzywia się i rozmazuje, by zniknąć, dać koniec bezowocnej i jałowej rozgrywce. Pokiwała głową i sama rozpadła się w pył. Jak postąpi, widząc gniew w oczach wykładowców, obserwujących naszą Grę? Co zrobi z wiedzą, którą posiadła? Mogła ukrywać prawdę, ale nie zrozumiała niczego z tego, co zobaczyła. Mi wystarczyło tylko spojrzenie w przeszłość, aby uzmysłowić sobie, co zaszło w mojej przeszłości. Gdy byłem dzieckiem.
     Ktoś chciał, abym zapomniał o swojej rodzinie, wcześniej tak nieistotnej jak to, ilu żebraków zginie z zimna tej nocy. Abym nigdy nie pomyślał o swoim domu, o miłości, którą kiedyś mnie otoczono. Ktoś chciał, bym nie poznał swoich przodków i historii.
       Gdy tylko poczułem podłoże pod stopami i obecność mistrza z Uniwersytetu, przeniosłem się daleko, gdzie nikt nie mógł zakłócić moich rozważań. Pozostawiłem Shottigal wskazówkę, zagadkę, która miała ją do mnie doprowadzić. Spojrzałem na chmury, szargane przez ostre szczyty Gór Poszumistych, nieruchome na tle gwieździstego nieba.

***

     Co i kto nie było już ważne. Ważne było dlaczego. Dlaczego zrobiono to zwykłemu elfowi, który może i ma jakieś umiejętności, ale wtedy był zwykłym bachorem, któremu zachciało się uciec z Yahellianu? Dlaczego ktoś pozbawił go pamięci? Czy przeżył coś traumatycznego, widział coś, czego zobaczyć nie powinien? Dlaczego potrafię powiedzieć, gdzie on właśnie stoi, skoro nie jestem ani telepatką, ani dyspatką? Obecność przeciwnika, a właściwie Allastira, była dla mnie teraz tak samo wyczuwalna jak nadchodząca burza. Wiedziałam, z której strony nadchodzi i jak wygląda, widziałam, że gdy zagrzmi okropnie, z nieba poleje się mglistymi strugami rześki deszcz. Burza była blisko... Gdy wreszcie wzrok powrócił, zobaczyłam przekrzywiający się świat i szarą posadzkę wieży tuż koło policzka. Zimno mi — powiedziałam sama do siebie, a może tylko pomyślałam, bo z gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Zimno mi.
      Burza była blisko... przyspieszyła, uderzenie, huk, czułam zakrzywienie sfery magicznej i gdy już chciałam podnieść się

zniknęła

    Świat przed moimi oczami pociemniał, było tak ciepło i przyjemnie, jakby ktoś owinął mnie puszystym pledem, podał kufel grzańca i zanucił pieśń z Yahellianu, o Pani o Perłowych Włosach, Wielkiej Sílriel, która miała nas poprowadzić do nowego świata, gdy cała nasza rasa zostanie zapomniana... Tylko mglista wizja jakiegoś masywu na chwilę pojawiła się w moim umyśle, wraz z znajomą myślą i słowem, które odbiło się jak echo, nim wszystko zniknęło. 
      Zimno mi.


Autorzy: Infrea van Toyrin | Ethan Carter
27 maja - 26 czerwca A.D. 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zima 1159 roku
Loravia

gdy haran mrozem przyłupi, na wiosnę wszycko yetuna słońcem odkupi

Zima dała się we znaki nawet na zachodzie. Wszystkie przełęcze i doliny prowadzące na Pogórze są już niedostępne. Zaraniec jest naszpikowany lodem, a większość statków na dobre została uwięziona w portach Tiglavve i Loravii. Wszystko wskazuje na to, że Haran prędko nie odpuści i do wiosny będzie trzymał loravską ziemię w garści.
W Arvice odbywa się coroczny zjazd mistrzów złotnictwa z całego świata. W mieście pojawili się między innymi Karhatos z Deiru, Rodrig von Warenhasse z Varantu i Timorei pochodząca z Wysp Tiriońskich. Podczas zjazdu odbędą się także targi klejnotów, surowców i wszelkich kosztowności, a całemu wydarzeniu towarzyszyć będzie także nieoficjalny zjazd szlachty z Zachodu. Prawdopodobnie rozmowy będą dotyczyć Króla Parvana i jego nieporadnych rządów, a także ataku na klasztor w Tirze.
Choć napięcie pomiędzy konserwatywnymi poplecznikami Sverskella Farskaaja a tryteistami Króla Parvana było do niedawna niewielkie, przybycie Ulricha Sterna późnym latem i atak na zakon w Tirze kilkanaście dni temu zmienił wszystko. Lud upomina się o reakcję króla, który jednakże jest zajęty goszczeniem u siebie posłannika z Avii. Niosą się plotki o buncie, którego wybuch jest już tylko kwestią czasu.

kontakt

Infrea | Infrea#5102 | whiteapple (h)
aedvaren@gmail.com

chętny/a na wątek
niezaintersowany/a

Wątki

Współpraca

Aktualizacje

Drodzy autorzy obserwujący AV: nasz blog w żadnym wypadku nie umiera. Obecnie pracuję mad sporymi zmianami, a czasu zaczyna brakować, by dodatkowo publikować jakieś dodatkowe treści. Więc zastój na blogu jeszcze chwilę potrwa. Stay tuned :)
© 2019 AED VAREN by Infrea | Grafiki oznaczone jako autorskie oraz zawarta treść należy do AED VAREN | Polityka prywatności